O mnie
Wysłałam list na papierowym obłoku,
puściłam go cicho po księżyca boku.
Mijał dzień za dniem, tygodnie zaś płynęły,
a gwiazdy nad kopertą dawno już zniknęły.
Mój list stał pod bramą zamkniętego ogrodu,
drżąc samotnie od ciszy, od zwątpienia i chłodu.
Pukał deszczem, śniegiem, poranną rosą lekką,
lecz cisza tylko kiwała mu głową daleką.
Przeminął krąg księżyca przez bezkresne wysokości,
a wiadomość wciąż czekała wśród milczenia i samotności.
Nawet nieodczytana, jak butelka na morzu,
zagubiona bez celu, niczym statek na rozdrożu.
Lecz właściciel ogrodu wzruszył tylko ramionami:
Przecież wszystko w porządku, nie przesadzaj czasami.
To normalne, że zegar stoi miesiącami bez ruchu,
a cudze słowa milczą w duchu.
Więc nauczył mnie ogród tej osobliwej prawdy,
że dla jednych długa cisza nie pozostawia urazy.
Choć dla innych jest zimą, co zamraża rozmowy,
i pyta bez odpowiedzi: „Czy ktoś jeszcze jest gotowy?”